Jak nie wysadzić na polu minowym pamięci o tragedii wołyńskiej

Share on facebook
Share on twitter
Share on telegram
Share on whatsapp

Ihor Zahrebelny

doktor filozofii, kierownik Ośrodka «Teologia polityczna», a obecnie żołnierz Sił Zbrojnych Ukrainy

Wiele ukraińskich miejscowości wyzwolonych spod rosyjskiej okupacji pozostaje jednak miejscem bardzo niebezpiecznym z powodu zaminowania. Według dostępnych od czerwca prognoz rozminowanie terytorium Ukrainy może trwać od 5 do 10 lat.

Wołyń nie stał się jeszcze areną działań wojennych na dużą skalę. Być może tylko niektóre odcinki granicy są tam zaminowane na wypadek inwazji z Białorusi (a pewne prawdopodobieństwo takiej inwazji wciąż pozostaje). Niestety, sam Wołyń jest miną – miną, która nadal niesie niebezpieczeństwo pogorszenia stosunków ukraińsko-polskich z powodu innego postrzegania tragicznych kart historii ubiegłego wieku.

Poziom konsolidacji Ukrainy i Polski, jaki osiągnięto w ciągu ostatnich kilku miesięcy, można porównać z wyzwoleniem terytorium od okupantów. W tym czasie skupiliśmy się na rzeczach, które określają naszą teraźniejszość i przyszłość, a w zamian «niewygodne» kwestie z przeszłości zostały zmarginalizowane (przynajmniej tak było do lipca). Ale tak jak w przypadku terytoriów wyzwolonych, niebezpieczeństwo nadal istnieje. Właściwie, podobnie jak w przypadku terenów wyzwolonych, ale zaminowanych, niebezpieczeństwo spotęgowane jest fałszywym poczucie bezpieczeństwa.

Dużo czasu poświęciłem analizie sporów ukraińsko-polskich dotyczących kwestii przeszłości. Jednym z moich głównych wniosków jest to, że dotkliwość tych sporów była spowodowana nie tylko ich samym przedmiotem, ale także niezdolnością lub niechęcią stron do zrozumienia «języka» oponenta w całej jego głębi i kompleksowości, a zwłaszcza kontekstu. Słyszeliśmy nawzajem swoje słowa, dostrzegaliśmy ich ogólne znaczenie, ale nie zaprzątaliśmy sobie głowy pytaniami, dlaczego te słowa brzmią właśnie tak, a nie inаczej. 

O tym, że Ukraińcy i Polacy nadal się nie rozumieją, można było się przekonać podczas obchodów rocznicy tragedii wołyńskiej. Podobnie jak i wcześniej, 11 lipca w wielu polskich mediach eksponowana była ukraińska flaga narodowa i inne wyrazy poparcia dla Ukrainy w wojnie z Rosją. W tym samym jednak czasie polskie środki masowego przekazu zalane zostały publikacjami o tematyce historycznej; część Ukraińców nie potrafiłaby określić tych publikacji inaczej niż jako «ukrainofobicznych». Innymi słowy, to, co można było zaobserwować w Polsce 11 lipca, wywołało pewien dysonans poznawczy z ukraińskiego punktu widzenia. Szczytem powodów owego dysonansu poznawczego było stwierdzenie premiera Mateusza Morawieckiego, że jakoby Putin jest zwolennikiem OUN i UPA. Samo to stwierdzenie było więc żywym indykatorem braku zrozumienia Ukraińców przez Polaków.

11 lipca część Ukraińców została zmuszona do porzucenia fałszywego przekonania, że problem zrozumienia przeszłości został całkowicie rozwiązany. Jednocześnie część Polaków kalkulowała, że Ukraińcy, przeżywszy doświadczenie kolosalnego wsparcia ze strony Polski, staną się «gotowi do przyjęcia prawdy historycznej», a «prawda historyczna» jest oczywiście tym, czym owa «prawda» jest dla Polaków.

Na Ukrainie format upamiętnienia ofiar tragedii wołyńskiej w Polsce nie wzbudził większego zainteresowania. 11 lipca ukraińskie pole informacyjne zostało zdominowane przez kwestie militarne i wewnątrzpolityczne. Widać też było, że zarówno oficjalna Warszawa jak i Kijów dołożyły starań, aby pamięć o minionych konfrontacjach nie zniszczyła obecnej konsolidacji (mimo lekkomyślnej wypowiedzi Morawieckiego). Wracając więc do analogii z minami, można byłoby powiedzieć, iż 11 lipca zdetonowano jedynie kilka lekkich min przeciwpiechotnych. Nie oznacza to jednak, że w przyszłości nie będziemy świadkami detonacji na dużo większą skalę, która przyniesie wiele ofiar.

W poprzednich latach włożyłem wiele wysiłku w popularyzowanie idei porozumienia ukraińsko-polskiego wśród moich rodaków, w tym starając się wytłumaczyć pozycję strony polskiej na płaszczyźnie pamięci narodowej. Teraz pragnę zwrócić się do polskiej publiczności z apelem, by nie żywić nadgorliwych nadziei na «przyjęcie przez Ukraińców owej prawdy historycznej», wyjaśniając stan rzeczy jaki istnieje na Ukrainie.

Zacznę od wyjaśnienia rzeczy podstawowych i uniwersalnych, które są oczywiste dla badaczy-humanistów, ale ignorowane przez opinię publiczną. W skali społeczeństwa przeszłość postrzegana jest w dużym uproszczeniu – jako zbiór osobliwych mitów. Mit nie oznacza fikcji. Konkretne mity mogą zawierać kłamstwa, ale nie są one ich istotnym elementem. Mit historyczny buduje się wyrywając z kontekstu poszczególne fragmenty przeszłości, wybierając określony kąt widzenia wobec owego fragmentu i nie biorąc pod uwagę niuansów. Takie mity odtwarzają  kilka głównych wątków, a tym najważniejszym jest walka dobra ze złem. Niektóre mity mają charakter ponadnarodowy i służą pewnym celom ideologicznym. Na przykład istnieją mity, które oczerniają krucjaty, inkwizycję, i ogólnie średniowiecze  – służą one dominacji postępowego światopoglądu (i takie mity naprawdę zawierają wiele kłamstw). Jednocześnie istnieją narodowe mitologie, które budują tożsamość konkretnych społeczności, odtwarzając historie o narodowej wielkości i narodowych katastrofach, o własnych bohaterach i historycznych wrogach, i tak dalej.

Tragiczna historia II wojny światowej jest zasobem, z którego zarówno Polacy, jak i Ukraińcy czerpią i budują ważne mity narodowe.

W przypadku Polaków chodzi o temat narodowego cierpienia (najpierw okupacja ze strony nazistowskich Niemiec, a potem ustanowienie promoskiewskiego reżimu socjalistycznego) i heroicznej walki o odzyskanie niepodległości (Armia Krajowa, szczególny nacisk na Powstanie Warszawskie, w ostatnich latach przywrócono także pamięć o późniejszej antysowieckiej walce zbrojnej «Żołnierzy Wyklętych»). Odrębnym epizodem w temacie narodowego cierpienia (obok Katynia i stłumienia Powstania Warszawskiego) jest kwestia zabójstw polskich cywilów przez przedstawicieli formacji ukraińskich.

Na Ukrainie podejście do II wojny światowej nie było (i nie jest) ani monolityczne, ani statyczne. Schematycznie dynamikę tego podejścia można przedstawić jako ruch między dwoma biegunami. Pierwszy biegun stworzony został przez przeżytki podejścia sowieckiego. Drugi biegun to idealizacja UPA i frakcji OUN B (Bandery). Ten drugi biegun dyktuje następujące podstawowe tezy: Podczas II wojny światowej Ukraina nadal pozostawała bezpaństwowa, dlatego ta wojna była dla Ukraińców szczególnie tragiczna. Był to jednocześnie czas heroicznej walki o przywrócenie państwowości. Żołnierze UPA są uznawani za «wzorowych» bojowników o państwo ukraińskie, gdyż walczyli jednocześnie z dwoma okupantami – nazistowskimi Niemcami i komunistyczną Rosją. Często można też spotkać się z tezą, że UPA walczyła jednocześnie z trzema stronami – Niemcami, Rosjanami i Polakami (przede wszystkim przeciwko AK, ale w przypadku Wołynia także przeciwko polskiej policji w służbie Rzeszy).

Orientując się na ten biegun, na Ukrainie powstało kilka wariantów sposobu rozumienia II wojny światowej. Na przykład opcja promowana przez Wołodymyra Wiatrowycza (szefa Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej w latach 2014-2019): charakteryzowała się ona dominacją perspektywy antyniemieckiej. Centralną figurą była tutaj UPA, jako siła, która, po pierwsze, walczyła o niepodległe państwo ukraińskie, a po drugie, skupiała się na własnych siłach narodu ukraińskiego. Uwzględniano także walkę Ukraińców przeciwko Niemcom w innych armiach: w Wojsku Polskim (1939), w armii amerykańskiej i kanadyjskiej (gdzie służyło wiele osób pochodzenia ukraińskiego), a także w Armii Czerwonej. Ponadto Wiatrowycz krytycznie ocenił formacje ukraińskie, które walczyły po stronie Niemiec, choć wielu członków tych formacji, nie w mniejszym stopniu niż żołnierze UPA, kierowało się chęcią wykorzystania wojny do przywrócenia państwowości. Co więcej, Wiatrowycz mówił o fundamentalnej niemożności gloryfikacji wspomnianych formacji, a nie o potępianiu tych, którzy popełnili zbrodnie wojenne.

Z drugiej strony, można zaobserwować w ostatnich latach trend krytycznego nastawienia do banderowskiej frakcji OUN ze względu na otwarcie przez nią frontu antyniemieckiego. Banderowcom zarzuca się, że walka z Niemcami była nieroztropna, oderwana od podstaw realizmu politycznego i doprowadziła do niepotrzebnego rozlewu krwi, a także do osłabienia frontu antybolszewickiego, który zdaniem owych krytyków był tym najważniejszym. W tym nurcie alternatywą dla banderowców jest nie tylko frakcja Melnyka z OUN, ale także Taras Borowiec ze swoją Siczą Poliską, a także przedstawiciele konserwatywnych, a nawet monarchicznych kręgów politycznych (np. Iwan Połtawiec-Ostrjanyca). Jednak gdy chodzi o jej zasięg, to tendencja ta jest bardzo marginalna, obejmuje jedynie niewielką liczbę aktywistów o poglądach nacjonalistycznych i konserwatywnych.

Większość ludności Ukrainy, poza trzema obwodami galicyjskimi, dopiero w ostatnich latach, w obliczu konfrontacji z Rosją, wyrobiła w sobie pozytywne nastawienie do OUN i UPA. Na przykład w 2012 roku łączna liczba osób pozytywnie nastawionych do Stepana Bandery wyniosła 22%. Natomiast badania socjologiczne przeprowadzone wiosną tego roku dały wynik aż 74%. Jest dość oczywiste, że większość tych, którzy zmienili swoje nastawienie, nie zrobiła tego poprzez czytanie naukowej lub przynajmniej popularnonaukowej literatury historycznej. Chodziło o ogólną utratę zaufania do mitologii rosyjsko-sowieckiej przy jednoczesnym przyjęciu wyrazistego symbolu antyrosyjskiego. Fakt, że rosyjska propaganda nadal posługiwała się antybanderowską retoryką, przyczynił się do «banderyzacji» ukraińskiego społeczeństwa.

«Banderizacja» Ukrainy odbywała się na poziomie symboliki i mitów ogólnych – bez zwracania uwagi na profil ideowy samego Stepana Bandery i OUN jako całości. Bardzo jaskrawym (i godnym pożałowania z punktu widzenia współczesnych nacjonalistów) dowodem na to był fakt, że mitologią Bandery zaczęli się posługiwać także zwolennicy idei lewicowo-liberalnych. Taka sytuacja wyglądała na wręcz schizofreniczną, gdyż OUN w różnych okresach swojego istnienia opowiadała się wyraźnie za taką czy inną formą prawicowego światopoglądu politycznego. Co więcej, sam Bandera po II wojnie światowej był ostrym przeciwnikiem «liberalizacji» ideologii OUN, w szczególności bronił jej konserwatywnych elementów chrześcijańskich. Ale to wszystko nie przeszkodziło lewicowym liberałom w odwoływaniu się do symbolu Bandery promując jednocześnie idee «antyrasizmu», feminizmu, a nawet LGBT. Oczywiście, do takich manipulacyjnych kombinacji uciekała się niewielka grupa ludzi, zaś manipulacje te były możliwe, gdyż większość «neobanderowców» nie posiadała podstawowego zrozumienia owej ideologii, która posłużyła jako źródło patriotycznych antyrosyjskich mitów i symboli.

Oprócz naturalnego zapotrzebowania na antyrosyjskie mity i symbole, na Ukrainie w czasie wojny wzrósł  popyt na mitologię narodową w ogóle, w szczególności na mity heroiczne. W końcu wojna potęguje uczucia patriotyczne i stwarza szczególną potrzebę mitów, takich, które tym uczuciom sprzyjają i je pielęgnują. Podobne procesy zachodziły w tym samym czasie w Polsce. Powrót do władzy «Prawa i Sprawiedliwości» przy jednoczesnym dążeniu sił lewicowo-liberalnych do destabilizacji wewnętrznej sytuacji politycznej, a do tego konflikty z Berlinem i Brukselą również spowodowały patriotyczną mobilizację i zwiększyły zapotrzebowanie na mity o przeszłości. Znamienne, że oprócz pielęgnowania pamięci o tym, w czym panuje konsensus, w Polsce wzrosło pozytywne postrzeganie bardziej kontrowersyjnych postaci i formacji wojskowych: Romana Dmowskiego, «Żołnierzy Wyklętych», a nawet Brygady Świętokrzyskiej.

Dlatego też konflikt ukraińsko-polski o kwestie historyczne miał miejsce szczególnie w tym właśnie czasie, gdy oba społeczeństwa odczuwały dotkliwie potrzebę mitów narodowych. Rosnące zainteresowanie przeszłością w Polsce wywołało również temat tragedii wołyńskiej. W związku z tym w Polsce powstało niezadowolenie z powodu postępującej heroizacji ruchu banderowskiego na Ukrainie, pomimo, że owa heroizacja nie miała orientacji antypolskiej. Miała wyraźnie antyrosyjski charakter, tj. orientację podzielaną również przez polskie władze, przez dużą część wyborców i w ogóle przez polskie społeczeństwo.

Co więcej, stereotypy antybanderowskie i antypolskie są częścią jednego systemu idei, który jest pozostałością ideologii sowieckiej, a jednocześnie był i jest napędzany przez współczesną rosyjską propagandę. Natomiast zmiana stosunku do OUN i UPA w dużej mierze szła w parze ze zmianą stosunku Ukraińców do Polski.

Dopiero narastająca krytyka polskiej strony  doprowadziła do tego, że kultywowanie mitologii banderowskiej zaczęto łączyć z nieprzyjaznym stosunkiem do dzisiejszej Polski. Częściowo ułatwiał to również fakt, że w ukraińskiej przestrzeni informacyjnej panowała hegemonia liberalizmu, a media głównego nurtu, kierując się wrogością do konserwatywnego rządu polskiego, spekulowały na temat kwestii pamięci narodowej, próbując przedstawić stanowisko oficjalnej Warszawy jako z gruntu antyukraińskie. Tak czy inaczej polskie próby przeciwdziałania gloryfikacji ruchu banderowskiego nie osiągnęły swojego celu, a jedynie nastawiła antypolsko część Ukraińców.

W związku z tym, że w obu społeczeństwach istniały podwyższone wymagania dotyczące mitów historycznych, ukraińsko-polski konflikt o przeszłość był tyleż nieunikniony, co i szkodliwy. Jednak dzisiaj, mając za sobą doświadczenie, obie strony mogą podjąć pewne zdecydowane wysiłki, aby nie powtórzyła się ta konfrontacja.

Społeczeństwo ukraińskie jest w stanie podekscytowania, zelektryzowania. I w takich warunkach szczególnie boleśnie odbierane są polskie pretensje o historię. Skutek wygłaszania takich roszczeń może okazać się diametralnie sprzeczny z oczekiwaniami – nie mówiąc już o tym, że będzie to również polegać na spadku sympatii dla Polski (szczerą sympatię można dziś zaobserwować nawet ze strony przedstawicieli tych organizacji nacjonalistycznych, które do niedawna emocjonalnie oceniały polską politykę jako antyukraińską).

Obecnie ma miejsce walka o ostateczne wyzwolenie Ukrainy od Rosji, a wraz z nim o bezpieczeństwo innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej, zagrożonych rosyjskim odwetem. Polacy zainteresowani tymi procesami powinni zrozumieć, że pewną rolę odgrywa dla tym mitologia Bandery, a popularność niektórych elementów tej mitologii nie przeszkadza Ukraińcom w postrzeganiu Polski jako przyjaciela. Jak bardzo nie wydawałoby się to paradoksalne, mitologia Bandery pomaga dziś budować Ukrainę, która może stać się niezawodnym sojusznikiem Polski.

Niewątpliwie Polacy mają prawo żywić nadzieję, że w przyszłości w zrozumieniu przez Ukraińców tragicznych kart II wojny światowej uwzględniona zostanie również świadomość, że formacjom ukraińskim, a zwłaszcza UPA, daleko do ideału, w szczególności wyróżniały się systematycznymi zbrodniami na polskiej ludności cywilnej. Jednak, po pierwsze, byłoby czymś nienaturalnym, gdyby Ukraińcy widzieli we własnych formacjach z przeszłości przede wszystkim sprawców zbrodni na Polakach, a nie siłę, która z olbrzymim poświęceniem walczyła o słuszne interesy swojego narodu. Po drugie, osiągnięcie zbalansowanego spojrzenia na II wojnę światową wymaga żmudnej pracy i wyważonego podejścia, a nie ultimatum. Ściśle mówiąc, nie trzeba być zwolennikiem mitologii Bandery, aby oburzać się na próby dyktowania modelu pamięci własnej przeszłości ze strony innego państwa. Jest to równie oburzające, jak naruszanie innych sfer suwerenności. Takie oburzenie może być znane Polakom z powodu izraelskiej krytyki polskiego modelu pamięci narodowej.

W dzisiejszych warunkach Ukraińcy i Polacy nie mogą mieć wspólnej wizji II wojny światowej. Trzeba się z tym pogodzić. Najlepszą opcją dla naszych społeczeństw jest częściowe odmitologizowanie podejścia do tej epoki historycznej. Oznacza to, że należy – owszem – zachować główne mity, ale jednocześnie – tak  jak już zostało to powiedziane – Ukraińcy powinni zrozumieć, że oprócz heroizmu i poświęcenia były też ciemne plamy w historii formacji ukraińskich (a mówimy tu o wyraźnej świadomości stopnia winy tych formacji). Powinni też zrozumieć, że AK nie była «złem metafizycznym», a Polacy z kolei powinni zrozumieć, że takim złem nie była również UPA, zaś karty zbrodni wojennych można odnaleźć również w historii polskich formacji. Popularyzacja takiego podejścia wymaga długiego czasu i z pewnością spotka się z oporem. Ale to chyba jedyny sposób na wyeliminowanie konfliktogennego potencjału pamięci o II wojnie światowej.

Równolegle do częściowej demitologizacji II wojny światowej musimy pielęgnować mity zbliżające do siebie Ukrainę i Polskę. Przede wszystkim mamy na myśli mity dotyczące czasów późnego średniowiecza i wczesnej nowożytności.

Dopóki opisane podejście do historii nie zostanie wdrożone, należy dołożyć wszelkich starań, aby miny odmiennego rozumienia przeszłości nie były czynne. Taka czujność jest konieczna dla naszej wspólnej teraźniejszości i przyszłości.

Tłumaczenie Marian Panic

Подобається «Політична теологія»? Допоможіть нам працювати ефективніше! Наші реквізити – ТУТ

Підпишіться на нашу сторінку Facebook та канал Telegram!

Аби не залежати від алгоритмів соцмереж, додайте наш сайт у закладки!

Ігор Загребельний

Ігор Загребельний

Керівник АДЦ «Політична теологія»

Кандидат філософських наук. Закінчив історичний факультет Полтавського національного педагогічного університету (2012). У 2019 році захистив у Інституті філософії НАН України дисертацію «Проблема секуляризації у творчій спадщині Гавриїла Костельника: критичний аналіз» (спеціальність – релігієзнавство).

Автор книг «Апостольство меча. Християнство і застосування сили» (2017, 2020), «Міжмор’я: майже втрачений шанс» (2019), «Європейські хроніки» (2020).

Інтелектуальні зацікавлення: секуляризація, логіка розвитку суспільно-політичних уявлень XVIII-XX століть і нашого часу, релігія і націоналізм, політичні виміри есхатології.

Читайте також: